Stop, Brno.

Grupowy czat. Pomysł autostopu. Plan na 12-25 września. Kierunek Włochy. Odpowiedź: jedziemy. W optymalnym, dwuosobowym zespole. Dziewczyna i chłopak - tak by zachować pozory rozwagi i opanowania tematu.
Ostatecznie wyjazd busem niemal tydzień później - tak by gdziekolwiek dotrzeć, na dobry początek, i wcześniej zaliczyć wszystkie poprawki na studiach (lub przynajmniej próbować to zrobić przez mojego towarzysza podróży).

Pierwszy przystanek, z automatem do piwa po drugiej stronie.

Tylko luźne ustalenia i nastawienie na spontaniczność. Co teoretycznie mogłoby kłócić się z moją standardową potrzebą planowania, ale plan był! Odpocząć i zrelaksować się przez ten tydzień. Aktywnie, odkrywając nowe możliwości podróżowania i niestandardowe atrakcje turystyczne.
Błądząc po uliczkach miast i autostradach. Doświadczając serdeczności innych ludzi. I żadnych nieprzyjemności. Poza lekkim zwątpieniem w drodze powrotnej, po 7 godzinach oczekiwania na stopa na kolejnej stacji benzynowej. Wciąż jednak łączę ten fakt z naszą głęboką niechęcią powrotu do domu, do poprzedniej rzeczywistości. Po tygodniu stwierdzam jednak, że dalej chyba do końca nie wróciłam. O czym przypomina mi chociażby poniższe zdjęcie, ustawione jako tapeta na pulpicie komputera.

... mijana co najmniej dwa razy dziennie, na klatce po drodze do naszego tymczasowego pokoju.

Zamek w Brnie z przepięknym widokiem na całe miasto...

... oraz mnóstwem kłódek, jedną pustą butelką po winie i paroma jesiennymi liśćmi na chodnikach.

Kto tam widzi ręce wystające spod czapki, a kto rękawiczki?

Prostota.

Kwintesencja spacerowania po mieście bez planu - jedna z najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych fontann jakie widziałam.

No i chwila na typowo turystyczne atrakcje też się znalazła. Tuż przed opuszczeniem miasta na dłużej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz