Kulinarny weekend w Warszawie

Gdy do rozpoczęcia roku akademickiego zostały równo trzy tygodnie, ja zaczęłam przygotowywać się do przeprowadzki. Pożegnałam rodzinne miasto, a przywitałam Warszawę. Przed którą to tak nieskutecznie broniłam się przy wyborze uczelni. Wraz z podjęciem decyzji o wyborze uniwersytetu w tej właśnie lokacji, zaczęłam jednak od razu doszukiwać się pozytywnych aspektów takiej sytuacji. Czyli przede wszystkim dogodnych połączeń komunikacyjnych z innymi miejscami w Polsce, jak i zagranicą, oraz dostępnością atrakcji już na miejscu.


Po przyjeździe od razu rozpakowałam swoje rzeczy, wieszając przy tym na ścianie jedne z moich kucharskich rękawic, i szybko zadomowiłam się w nowym miejscu. Większość tygodnia przeznaczyłam jednak na zwiedzanie dalszych okolic. Czyli głównie spokojne spacery, choć weekend był za to wyjątkowo aktywny. Przede wszystkim pod względem kulinarnym. No i rozpoczął się już w piątkowe przedpołudnie.

Wtedy to też spotkałam się w centrum z Moniką, współprowadzącą bloga Monikoza i zdobywczynią jednego z fartuchów Masterchefa. Dzięki niej też rozpoczęłam poznawanie warszawskich restauracji, od takiej o (nie)adekwatnej nazwie słoika zaczynając. Poza tym wymieniłyśmy się blogowymi, kulinarnymi oraz fotograficznymi doświadczeniami. Niezapominając też o niedawnym sukcesie Moniki, lecz po ewentualne szczegóły w tym przypadku zapraszam już raczej na jej stronę.


Ja mogę co najwyżej pokazać część innego, telewizyjnego przedsięwzięcia. Jakim jest nowa odsłona Kuchni Lidla oraz związane z nią warsztaty kulinarne dla blogerów. Na które to udało mi się dostać właśnie dzięki przeprowadzce i już od czwartkowego wieczoru chodziłam też dzięki temu z wielkim uśmiechem na twarzy. Także wtedy gdy prowadzący zajęcia, wskazując na moją drobną posturę, złapał się za plecy i zaczął mówić: Ojej, jak mnie boli brzuch! Poza samym gotowaniem mogliśmy zresztą usłyszeć dosyć dużo informacji o samej kuchni greckiej i jej zwyczajach.


A to wszystko dzięki obecności tegotygodniowej gwiazdy programu - Teo Vafidisa. W związku z czym na warsztatach przygotowywaliśmy również potrawy jego rodzimej kuchni właśnie. Z których to szczególnie spodobały mi się małże a'la Teo. Tym bardziej, że nie miałam wcześniej okazji obrabiać tych mięczaków samodzielnie, a tutaj poznałam dodatkowo bardzo smaczną recepturę. Z pysznym, esencjonalnym sosem na bazie pomidorów oraz oliwy z dodatkiem kolorowych papryk, w tym ostrej pepperoni, oraz musztardy. Poza tym do mieszkania przyniosłam także kawałek ciasta owsianego z chałwą kakaową, który smakował nawet Beacie - mojej współlokatorce, która to generalnie nie przepada za tym słodkim składnikiem.


Wieczorem jeszcze od razu zadzwoniłam do taty z nowiną, iż przy okazji otrzymałam nóż szefa kuchni sygnowany przez Pascala. A jest to o tyle istotny fakt, że na urodziny otrzymałam od rodziców już ten Okrasy. Więc mimo iż kampania 'Pascal kontra Okrasa' oficjalnie właśnie się skończyła, to taki pojedynek na noże w mojej kuchni został dopiero rozpoczęty.

Trzecie z przygotowanych przez nas dań: sałatka 'starożytna' z kaszą bulgur

Z warsztatów wróciłam najedzona i zdecydowanie zadowolona, choć równocześnie nieco zmęczona. W mojej głowie krążyła już jednak wizja kolejnych zajęć poświęconych gotowaniu. Tym razem jednak w formie plenerowej, na jednym z warszawskich Targów Śniadaniowych. I choć były to ogólnodostępne warsztaty, frekwencja nie była tak duża jak się spodziewałam, a sposób prowadzenia - chyba najlepszy, z jakim się dotychczas spotkałam. Choć jak się przekonałam już kolejnego dnia, głównie za sprawą prowadzącej, którą to była Adriana Marczewska - uczestniczka programu TopChef i szef kuchni, a zarazem właściciel, lokalu La BlaBla.


Bardzo podobało mi się tam nastawienie na samodzielność gotujących i pozostawienie im dużej dozy dowolności w doprawianiu poszczególnych składowych dań. I choć dzięki temu mogłam zrezygnować z dodatku kawy (której przecież podobno nie lubię) w swoich potrawach, to chętnie dodałam ją do zarówno do pietruszkowego puree, jak i musu śliwkowego. W obu przypadkach komponowała się ona bowiem genialnie.

Jesienny deser: flambirowane plastry nektarynki z musem śliwkowo-kawowym

Poza tym, choć nieco niehigieniczne, wspaniałe było dotykanie smażących się piersi kaczki. Wyjątkowo zainteresowało ono jednak tylko damską część mojej drużyny. W tym oczywiście także i mnie, ponieważ pojawiające się pod mięsem niewidoczne pęcherzyki sprawiały niesamowite wrażenie buzowania pod opuszkami palców.
No i w końcu ktoś, w przystępniejszym dla mnie od Gordona Ramsaya języku, wytłumaczył mi sposób sprawdzania stopnia wysmażenia mięsa 'na dłoni'.

Jesienne danie główne: pierś kaczki podana z leśnymi grzybami w cydrze oraz puree pietruszkowym z kawą

No i tutaj również miał miejsce mój kolejny, kulinarny pierwszy raz - w przyrządzaniu kaczki. A następnego dnia także podczas jedzenia mięsa z iberyjskiej, czarnej świni oraz zakupionej na stoisku obok przesłodkiej baklavy z uwielbianymi przeze mnie pistacjami. Do której spróbowania, jak i uczestnictwa w samych warsztatach, zachęciłam także i dwie inne koleżanki. Mam więc nadzieję, że nie żałują one tej wyprawy, a ja sama pojawię się na kolejnych tego typu zajęciach tak szybko, jak tylko będzie to możliwe.

Deser 'hiszpański': galaretka z pigwy, ricotta oraz miód z trzciny cukrowej i truskawkowy sos z grenadyną

12 komentarzy:

  1. Miło jest obserwować osoby rozwijające swoje pasje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście bardzo kulinarny, świetnie opisany weekend :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Szczególnie za pomoc w jego realizacji tak właściwie :)

      Usuń
  3. Myślę, ze każdy chciałby przeżyć taki weekend :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fiu fiu, nieźle! Super ujęcia, to musiało być niezapomniane przeżycie! I ten fartuch lidla xD


    http://worshipingmornings.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. jej, ale Ci zazdroszczę tych warsztatów!

    OdpowiedzUsuń
  6. myślę,że odpoczniesz, chwilowe odstawienie zgiełku dużego miasta jest naprawdę dobrą opcją, szczególnie dla osób, które wychowywały się w znacznie mniejszym mieście. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co jeszcze jakoś nie odczułam specjalnie tego wielkomiejskiego zgiełku. Ale z czasem na pewno będę bardziej doceniać wizyty w rodzinnym domu :)

      Usuń
  7. wspaniały weekend! ach, tylko pozazdrościć takich atrakcji :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ładne zdjęcia i interesujący artykuł. Przejrzałam twojego bloga. Wstawiłaś wiele rewelacyjnych przepisów, które z pewnościa kiedyś wypróbuje. Zmartwiłam się jednak jak natknęłam się na artykuł o anoreksji. Blog to była na pewno dobra terapia, bo osoby chorę przede wszystkim zamykają się na świat i wtedy pisanie i wyrzucanie swoich myśli dużo daje. Mam nadzieje, że poradziłaś sobie z chorbą, bo natknęłam się na osoby chore wiele razy i wiem ile sprawia to bólu, zmartwień i smutku. Na pewno nie wnosi do życia nic pozytywnego. Dobrze, że dbasz o siebie i zdrowo się odżywać. Musisz jednak pamiętać, że je się żeby żyć, a nigdy odwrotnie. I nigdy tego nie zapominaj. Choć trzeba przyznać, że wyglądasz bardzo młodziutko:) Myślałam za pierwszym razem, że bloga pisze dziewczynka młodsza ode mnie i nie pasowały mi tak dobre teksty. Życzę dużo radości i pozdrawiam serdecznie, zuza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplementy/pochwały i mam nadzieję, że podzielisz się opiniami po wypróbowaniu przepisów :)

      Jedzenie dalej odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu - jak to też zawsze było, czy to w trakcie, czy przed chorobą. Lecz teraz w zupełnie innym charakterze i jest już zdecydowanie bardziej pozytywnym aspektem. No i mam nadzieję, że rzeczywiście nic już tego nie zakłóci ;)

      Również pozdrawiam i życzę dużo uśmiechu :)

      Usuń
  9. Ale super! Zazdroszczę takiego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń