Warszawskie poszukiwania

Już oficjalnie jestem przyszłą studentką warszawskiego uniwersytetu przyrodniczego. I mniej oficjalnie, ale jednak, już znalazłam w tym mieście swoje nowe mieszkanie! To znaczy pokój, w którym będę mieszkać i kuchnię, w której będę mogła gotować swoje studenckie posiłki. Na co dzień, ale też i na bloga (a przynajmniej mam taką nadzieję).
Co więcej, chyba uda mi się sukcesem zakończyć wyzwanie 'studencki budżet' na ten miesiąc. Bez głodowania, a nawet z uwzględnieniem zakupu biletów na wyjazd do samej Warszawy, jak i Gdyni, a nawet nabycia idealnej dla mnie torby (znalezionej przez przypadek, kupionej po długim spacerze od przystanku, na którym wykoleił się tramwaj).


Poza tym tego typu długie spacery nie ominęły mnie także w Warszawie. Na szczęście jednak większość osób chętnie pomagała mi odnaleźć się w mieście, a i telefon okazał się oczywiście niezastąpionym kompanem podróży. Niektórzy nawet sami pytali się mnie o drogę, choć osobiście akurat nie byłam już taka pomocna. Nie dość bowiem, że sama przypadkowo zbaczałam z trasy czy wsiadałam w autobus jadący w przeciwnym kierunku, to nie byłam nawet w stanie policzyć, ile razy zgubiłam się w mieście już pierwszego dnia. Głównie dlatego, że tak na prawdę wciąż czułam się lekko zagubiona, nie mogąc automatycznie, w głowie, odszukać swojego położenia na planie miasta.

I tak też właśnie pierwszy dzień minął mi pod znakiem szukania drogi, jazdy autobusem i oglądania (moich potencjalnych przyszłych) mieszkań.



Poza autobusami przemieszczając się oczywiście również metrem, jakże mogłam o tym zapomnieć!



Następny dzień postanowiłam natomiast w całość poświęcić przyjemnościom i odkrywaniu miasta na własną rękę.
Pierwszą z czynności tego poranka było więc nieśpieszne zjedzenie śniadania w przepięknym pokoju Anki. W otoczeniu książek biograficznych gwiazd kulinarnych, magazynów z przepisami oraz znanej już chyba dobrze w blogosferze kulinarno-śniadaniowej kolekcji Małych Księciów (widocznej nawet na zdjęciu poniżej, w prawym górnym rogu).


Potem chciałam udać się już prosto do centrum, lecz widząc na spisie przystanków napis 'Hala Mirowska' wiedziałam, że będę musiała nieco zmienić plany i to oczywiście to miejsce stało się kolejnym celem mojej podróży.




Ostatecznie jednak udało mi się jeszcze dotrzeć pomiędzy wąskie uliczki, jak i rozległe place, a w trakcie spaceru trafić akurat w miejsce, gdzie znajdowała się polecana mi poprzedniego wieczora przez Fabiolę lodziarnia. A tam znalazłam przy okazji oryginalne, a przy tym rzecz jasna pyszne, lody - kasztanowe z pomarańczą(!), no i tradycyjnie poprosiłam też o gałkę ulubionego smaku - pistacjowego.




Kolejny obowiązkowy punkt z listy kulinarnej tego sezonu - jagodzianka.



Potem już jednak został mi tylko jeszcze spacer w kierunku dworca autobusowego, mijając po drodze plac z umiejscowionym pośrodku Pałacem Kultury i Nauki. Który to obeszłam jednak dookoła na moment przed zejściem w podziemia miasta, a następnie senną podróżą busem. I dotarciem do domu, telefonem do właściciela wybranego lokum i jasną już perspektywą powrotu do tego miejsca.


10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Również pozdrawiam, dziękuję, no i.. do zobaczenia we wrześniu, nie? ;)

      Usuń
  2. fajna relacja, przyjemnie się czytało :) gratuluję dostania się na wybrane studia i powodzenia życzę! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję spełnienia studenckich marzeń :* oby otwierał sue przed Tobą nowy, wspaniały rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  4. będziesz mieszkać z fantasmagorją? wow, zazdro! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie. Choć nawet dostałam taką propozycję i chętnie bym ją przyjęła, gdyby tylko nie dzieląca mnie wtedy (dość duża jednak) oległość od uczelni.

      Usuń
  5. Nie pójść na taką halę to grzech! Ile owoców *.* A jagodziankę z chęcią bym Ci porwała ;)
    Cieszę się, że udało Ci się dostać na ten kierunek, powodzenia na nowej, studenckiej drodze życia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny wyjazd, miło się czyta takie recenzje :) Lodów, zwłaszcza pistacjowych i jagodzianki zazdroszczę :P No i muszę kiedyś w końcu dotrzeć do Hali Mirowskiej :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję dziewczyny za gratulacje i życzenia powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam swoje początki w Warszawie. Mieszkam tu już od 7 lat (jak to szybko zleciało!), a nadal zdarza mi się błądzić i odkrywać przypadkiem ciekawe miejsca ;)

    OdpowiedzUsuń