Baba ghanoush

Na sklepowej półce, tuż obok skrzynek wypełnionych cukiniami, pojawiły się już niemałe ilości warzyw o fioletowoczarnej skórce. O podłużnym, lekko owalnym kształcie. O miękkim, choć przy tym także zwartym i włóknistym, miąższu. Mowa o bakłażanach oczywiście.
Warzywa te są jednak bardzo rzadko wykorzystywane w mojej kuchni. Tym chętniej jednak sięgnęłam po jedną sztukę i od razu włożyłam ją do zakupowej torby. A potem położyłam w spiżarni i... nie wiedziałam co z nią zrobić. Na szczęście, całkiem przypadkiem, natknęłam się w sieci na przepis prezentujący jej wykorzystanie w arabskiej paście baba ghanoush.


Co prawda nie od razu, ale ostatecznie zdecydowałam się na jego wypróbowanie. Niestety nie zastosowałam się do swojej zasady, która mówi, by przedtem zawsze przeczytać cały przepis. Negatywnie zaskoczyła mnie więc obecność kminu w składnikach. Bo choć generalnie twierdzę, że nie ma składnika spożywczego, który by mi specjalnie nie odpowiadał, to sam zapach kminu działa na mnie zniechęcająco. Choć to zapewne przez to, że zdarzyło mi się pomylić proporcje w przepisie na chipsy ze znaczącym jego udziałem w marynacie.
Na szczęście jednak tutaj nie było go aż tak wiele. Posmak kminu nie jest więc dominujący, choć zdecydowanie wyczuwalny. Poza tym towarzyszy mu także wyrazisty smak czosnku oraz delikatny posmak tahni. I bakłażana oczywiście. Bo to on przecież jest bazą tego smarowidła. To upieczone warzywo nadaje ponadto masie przyjemną konsystencję. Pasta sama w sobie jest bowiem puszysta oraz lekka.
Może się więc ciekawie komponować z chrupiącym pieczywem i filecikami anchois lub też odrobiną ostrej papryki na wierzchu. Autorka oryginalnego przepisu twierdzi ponadto, że stanowi ona wspaniałe dopełnienie dla grillowanych warzyw czy mięs. Choć zawsze można się skusić jednak na tradycyjną wersję - z chlebkiem pita, który to także stanowi charakterystyczny element kuchni arabskiej.

Baba ghanoush

/2 porcje/

średniej wielkości bakłażan
mały ząbek czosnku
łyżka pasty tahini
łyżeczka oliwy z oliwek extra vergine
łyżka soku z cytryny
1/4 łyżeczki mielonego kminu
szczypta soli

Bakłażana umyć, przekroić wzdłuż na pół i ułożyć na foli aluminiowej, skórą do dołu. Włożyć do rozgrzanego do 190°C piekarnika z opcją termoobiegu. Piec przez około 35 minut, aż miąższ będzie bardzo miękki. Tak przygotowane warzywo odłożyć na chwilę do przestudzenia.
W międzyczasie umieścić pozostałe składniki w naczyniu blendera. Następnie dodać także przestudzony miąższ bakłażana, oddzielając go od skóry za pomocą łyżki. Całość zmiksować na gładką masę.
Gotową pastę przechowywać w lodówce.

6 komentarzy:

  1. bardzo lubię tą pastę, aczkolwiek nie od razu ją polubiłam - dopiero za drugim razem, na kromce domowego pieczywa, zaakceptowałam ten smak :) na pewno, jeszcze nie raz zrobię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałbym, że bardzo ją polubiłam, choć ostatecznie okazała się dla mnie smaczna. Może w takim razie powinnam zrobić ją jeszcze raz, żeby też potwierdzić to pierwsze stwierdzenie? ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam! Jednak sam robię trochę inaczej - przed samym pieczeniem bakłażana opalam go nad ogniem, dzięki temu pasta zyskuje cudownego dymnego aromatu. Gorąco polecam wypróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wskazówkę! :)
      Bardzo chętnie bym od razu wypróbowała, ale niestety niezbyt mam możliwość - w domu jedynie palniki elektryczne i indukcyjne :(

      Usuń
  3. Twoja pasta bardzo mi się podoba, tym bardziej, że od dawana jestem fanką bakłażana w różnych postaciach :-)

    OdpowiedzUsuń