Świąteczne spotkanie blogerów

Ostatni czwartek był dniem, kiedy to zaczęła się już dla mnie przerwa świąteczna. Po wypełnieniu ostatnich szkolnych obowiązków udałam się do internatu, by pomóc w dekoracji pierniczków na klasową wigilię, po czym wróciłam do domu, tak by zdążyć uformować wystarczającą ilość czekoladowo-amarantusowych pralin i przy okazji trochę się jeszcze wyspać. Kolejnego dnia podzieliłam się opłatkiem ze znajomymi i zebrałam dużo życzeń odnośnie mojego rozwoju kulinarnego. A następnego poranka i tak znów obudziłam się dosyć wcześnie, aby bez zbędnego pośpiechu przygotować się do Blogowigilii.


Choć sam wyjazd planować zaczęłam oczywiście już nieco wcześniej. Choć i tak (co szokowało wiele osób) sposób, jak i godzina, mojego powrotu do domu do samego końca pozostawał wielką niewiadomą, nawet dla mnie. Liczyłam jednak, że poznam na Blogowigilii kogoś, z kim uda mi się wypełnić czas pomiędzy oficjalnym zakończeniem imprezy a odjazdem porannego pociągu do Torunia. I oczywiście się nie zawiodłam. Tak jak i w każdym właściwie aspekcie.

Już sama podróż do Warszawy przebiegała zresztą bardzo przyjemnie. Wchodząc do pociągu, zdziwiła mnie co prawda obecność kociego transportera na moim miejscu, ale okazało się, że towarzystwo dwóch takich zwierzaków nie stanowiło wcale żadnej niedogodności, a było wręcz ciekawym urozmaiceniem i czynnikiem integrującym wszystkie osoby w przedziale. Dzięki niemu też podróż minęła mi naprawdę szybko i bez problemu zdążyłam jeszcze przed Blogowigilią spotkać się z poznaną już wcześniej blogerką - Marysią. A z pomocą dwóch, nieznanych mi wcześniej, osób trafić także na odpowiednie miejsce, w odpowiednim czasie. Czyli na Stadion Narodowy, na godzinę 18, 20 grudnia.


Na samej Blogowigilii elementem wspólnym dla wszystkich niemal obecnych na sali było za to  oczywiście posiadanie bloga, vloga lub też praktykowanie innej formy przekazu wirtualnego. I jak się okazało, ta dosyć duża i zróżnicowana społeczność jest mimo to bardzo dobrze zintegrowana, a przy tym jeszcze potrafi się doskonale zorganizować, co udowodniła chociażby samą aranżacją wydarzenia. Wypełniona ludźmi duża sala na Stadionie Narodowym, liczne atrakcje zapewnione przez sponsorów w trakcie trwania imprezy i przesympatyczna atmosfera są niewątpliwym potwierdzeniem tego stwierdzenia.
Co więcej, mimo iż dużo osób znało się już wcześniej (wirtualnie lub też spotkało się także na żywo), nie odczuwałam wcale żadnych podziałów na poszczególne grupy, które byłyby w jakikolwiek sposób hermetyczne. Sama bowiem, mimo iż początkowo nie znałam tam właściwie nikogo, obracałam się w różnym towarzystwie, przechodząc chociażby od blogerek parentingowych do speców w dziedzinie ciekawostek technicznych.
Co więcej, problemu nie sprawiało także to, że byłam chyba najmłodszym z obecnych tam 'digital influencerów'. Choć standardowym pytaniem stała się już zagadka odnośnie mojego wieku i zaskoczenie po uzyskaniu odpowiedzi zwrotnej. Poza tym jednak rozmowy schodziły na naprawdę różne tory. Usłyszałam parę porad odnośnie zarabiania na blogu, ale też dostałam wyzwanie polegające na znalezieniu nieistniejącego kanału youtube'owego, dowiedziałam się dlaczego uszami także można odczuwać, jak i starałam się pomóc w znalezieniu najlepszych jajników na sali.


A jako, że na jakiejkolwiek wigilii zabraknąć jedzenia nie może, i tutaj było parę potraw do posmakowania. Przy czym jak dla mnie zdecydowanie najciekawszymi z nich były kaczka w sosie pomarańczowym oraz chipsy z bekonu marynowanego w whisky. A do tego parę kolorowych napoi, które można było bez ograniczeń odbierać w 'strefie różowej'. Podobno po to, by zahartować się przed ewentualnymi przeziębieniami, które mogłyby się pojawić po częstych wizytach na tarasie czy też lodowisku.
A gdy podczas któreś z kolejnych rozmów śmiało potwierdziłam, iż jest fajnie (po prostu, bo fajnie; i blogi też mamy fajne), w tle rozbrzmiewała przedostatnia już piosenka. Choć niechętnie, wszyscy zaczęli się powoli zbierać do wyjścia. W większości nie żegnając się jednak z każdym z osobna, gdyż część z nich miała zobaczyć się ponownie już za chwilę. Po krótkiej przejażdżce tramwajem i przejściu przez parę wietrznych przecznic, znaleźliśmy się bowiem ponownie w ogrzewanym lokalu. I choć po pewnym czasie nie mogłam już odnaleźć żadnej ze znanych mi twarzy na dosyć małej przestrzeni Hydrozagadki, postanowiłam pozostać tam mimo wszystko jeszcze przez chwilę. I mimo że ominęło mnie nieoficjalne zakończenie blogowigilijnej imprezy, to udało mi się znaleźć chyba najlepszego partnera do tańca, jakiego mogłam sobie w danej chwili zażyczyć, i nawet pomimo niewielkiego parkietu inni zdawali się nie mieć nic przeciwko zajmowaniu przez nas jego znacznej części.
Po opuszczeniu lokalu zdecydowałam się ponadto na krótki (nieco ponad godzinny) spacer po wietrznej Warszawie. Stosunkowo szybko znalazłam się jednak na w pełni oświetlonych drogach, a w połowie wędrówki przyłączył się do mnie także rdzenny warszawianin, zagubiony po studenckiej imprezie wigilijnej. W takim towarzystwie dostałam się więc na dworzec i zakupiłam bilet na pociąg powrotny. Następnie pobiegłam do mającego odjeżdżać za 3 minuty wagonu i nieco nieprzytomnie odbyłam całą podróż.


Po powrocie do Torunia w godzinach porannych nie czułam już jednak potrzeby pójścia spać. Miałam ochotę jeszcze raz spotkać się ze wszystkimi nowo poznanymi osobami i zamienić z nimi chociaż parę słów. Mam więc nadzieję, że ci, których nie udało mi się odnaleźć samodzielnie, trafią właśnie tutaj lub natkną się na mnie w inny sposób. Może na kolejnym blogowym spotkaniu? Bo jeśli takowe będzie (a będzie na pewno), to i ja na pewno będę chciała się na nim pojawić.
To, że po usłyszeniu mojej relacji, przyjaciółka od razu nabrała ochoty, żeby jechać ze mną na kolejne tego typu wydarzenie, inna dziewczyna ze szkoły od razu napisała mi, że zazdrości (choć to może dotyczyć akurat głównie rozmowy i zdjęć z Kominkiem), a ja sama pobiłam osobisty rekord, nie śpiąc wcale przez ponad 42 godziny... jak i wszystkie pozytywne odczucia, które zarejestrowałam podczas Blogowigilii, niewątpliwie świadczą o tym, iż takie inicjatywy są po prostu wspaniałe.
No i przy okazji potwierdzają, że blogerzy to ogólnie bardzo sympatyczni i otwarci ludzie. Dzięki temu też już od samego początku nie miałam żadnych problemów z 'wtrącaniem się' do rozmów. I mimo, że na co dzień można mnie odebrać raczej jako osobę dosyć nieśmiałą, podczas trwania imprezy parokrotnie usłyszałam komplementy odnośnie swojej odwagi. To chyba o czymś świadczy. Przede wszystkim o tym, iż atmosfera była na prawdę świetna.

1 komentarz:

  1. Zdrowych, radosnych, smacznych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia! Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń