Jestem szczęściarą

Zanotowałam sobie w organizerze, aby dodać w ten weekend nową notkę na bloga. Obok zapisałam dwie opcje tematów. Jedną z nich były 'urodziny'. W międzyczasie stwierdziłam jednak, że to hasło jest tam umieszczone zupełnie bezcelowo. No bo co ja tu będę miała napisać? Że ten jeden dzień tak wiele u mnie zmienił? Wiem przecież, że skończenie osiemnastu lat to ważna sprawa, ale nie ma co oszukiwać się, że podczas tego jednego dnia życie od razu wywraca się do góry nogami.
I nadal nie twierdzę, żeby było inaczej. Przy okazji nie zaprzeczę co prawda, że ta zmiana cyferek w rubryczce z wiekiem nie jest dla mnie ważna. Bo jednak czekałam już od pewnego czasu na ten moment. Chociażby dlatego, żeby w końcu nie musieć biegać co chwilę po rodzicielski podpis na zgodzie o przetwarzaniu danych czy też przy załatwianiu innych formalności.


Poza tym jednak jest to tylko jeden dzień. Nie zamieni on nikogo w zupełnie innego człowieka. No a nawet jeśli, to nie będzie to raczej efektem tylko i wyłącznie tej zmiany liczbowej. Bo tak jak tę etykietkę osoby dorosłej zdobyć można akurat dość łatwo, praktycznie bez żadnego wysiłku, to na inne często trzeba popracować jednak nieco dłużej.
I choć nie wiem, czym dokładnie zasłużyłam sobie na takie, a nie inne życie... I choć czasem, a czasem nawet częściej, miewam chwile zwątpienia, to... W ten dzień pozwoliłam sobie samej wyjątkowo przypiąć etykietkę 'szczęściary'.
I choć broniłam się przed oczekiwaniem od tego dnia wyjątkowości, to w pewnym sensie mam teraz jednak poczucie, że taki właśnie był. Nie był on może wybitnie przełomowy, nie zmienił mnie nagle w dojrzałą (cokolwiek to oznacza) osobę, ale... pomógł mi docenić. Docenić to, co mam. To, kim jestem. I to, kim są ludzie mnie otaczający.

Nie lubię bowiem czekać na przysłowiowe poniedziałki, od których to zwykle zaczyna się odchudzające kuracje. I choć czasem specjalnie odkładam nieprzyjemności na dalszy termin, to zwykle wolę jednak natychmiastowe konfrontacje. Wiadomo też zresztą, że ja akurat miałam w sobie na tyle samozaparcia, by w tym konkretnym kontekście tych poniedziałków nie było aż tak wiele. I dzięki temu wiem też, że jestem na tyle silna, by wytrwale dążyć do realizacji również innych celów. Najlepiej nie czekając nawet do niedzieli.


Przy okazji nauczyłam się ostatnio, że muszę stanowczo 'stawiać na swoim'. Mówić, gdy coś mi nie odpowiada i od razu reagować, próbując zmienić taki stan rzeczy. I nie wahać się. Nie wracać. Nie rozmyślać zbyt dużo nad tym, czego i tak już nie zmienię. Lub też nad tym, czego po prostu nie powinnam zmieniać, przy okazji łącząc to z tym poprzednim postanowieniem.
A w zamian myśleć oczywiście o tym, co chcę osiągnąć. I również o tym mówić. Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku może się okazać, że tego nie zrealizuję. To nic, że inni także dowiedzą się o tej porażce. Oni też są ludźmi, też popełniają błędy. I nawet jeśli początkowo będę mieć poczucie że ich zawiodłam czy też rozczarowałam, to warto w takich momentach pamiętać o dwóch aspektach. Po pierwsze, nie zawsze będzie to prawdą. Bo nawet jeśli ja odbieram tak ich reakcje, nie zawsze jest to równoznaczne z tym, co oni myślą. Być może ktoś akurat nie potrafi przekazać zbyt dobrze swoich intencji lub też ja nie potrafię ich poprawnie zinterpretować. A po drugie, nie należy przecież dążyć do zadowolenia wszystkich wokoło. Pomijając już fakt, iż jest to zupełnie nierealne, trafiłam przy okazji ostatnio na bardzo ciekawe stwierdzenie: 'Zadowalanie wszystkich to prostytucja'. Przemawia do mnie to porównanie i myślę, że warto je zapamiętać.


Równocześnie jednak nie warto zapominać, by troszczyć się o innych. Szczególnie tych, którzy i tobie okazują serdeczność. Nawet jeśli czasem nie potrafią tego pokazać w bezpośredni sposób. Bo w pewnym momencie mogą mimo to zaskoczyć cię swoim zaangażowaniem i poświęceniem, skierowanym tylko i wyłącznie na to, by pomóc ci w realizacji twoich planów.
I chyba przekonałam się co do faktu, że kłótnie wcale nie są 'końcem świata', a całkiem naturalną sprawą. Nawet jeśli trzeba potem przeprosić. Choć oczywiście mowa tu tylko o przypadkach, kiedy to kłótnia jest chociaż w jakiś sposób uzasadniona i wina rzeczywiście leży po stronie przepraszającego, a jego słowa są szczere. Przy czym nie trzeba jednak nosić w sobie urazy, która to niczym, poza pogorszeniem relacji, nie skutkuje.


Bo wtedy też można zauważyć, jak dużo ma się w życiu szczęścia.
Wtedy też można przez niemal cały dzień oglądać zawody konne w skokach przez przeszkody, nawet jeśli nie do końca rozumie się zasady naliczania punktów czy też samą organizację ostatecznych rozgrywek. Kupować, i zaraz potem od razu zwracać do sklepu, idealne lunchbox'y. Wracać do domu tylko po to, by nastawić rozczyn na drożdżowe ciasto w nowym robocie kuchennym. Odbierać telefony od znanych kucharzy, którzy mówią do ciebie na ‘Ty’, bo wiedzą, że właśnie dziś kończysz osiemnaście lat. Spotykać się ze znajomymi, którzy są skłonni przejechać w inny zakątek miasta, bo ty nie orientujesz się nawet w terenie rodzinnej miejscowości. I pić gorącą herbatę, zamiast alkoholu, w dniu swoich urodzin.
Wtedy nie przeszkadza nawet to lekkie przeziębienie, wzmocnione niedawnym bieganiem po miejskim stadionie o ósmej rano. Nie ma znaczenia też fakt, że masz nieupublicznioną datę urodzin na facebooku i życzenia w przeciągu całego dnia składa ci tylko (albo i aż) 7 osób. I nie martwi wcale aż tak, że kolejny dzień nie będzie już pewnie aż taki magiczny.
Bo będę mogła przypomnieć sobie ten ostatni czas. I to nie tylko ten jeden wieczór. Pomyśleć o tym, ile dobrego mi się przytrafiło. I to w całym życiu. I mieć nadzieję, że będę mogła myśleć w podobny sposób również i o bardziej aktualnych wtedy zdarzeniach. Najlepiej o tych bezpośrednio dziejących się właśnie w danej chwili. Tym bardziej, że tak w ogóle ostatnio podobno wyjątkowo często oczy mi się świecą.

5 komentarzy:

  1. Chyba cię Karolina czymś ciekawym poczęstowała, bo brzmi to wszystko zupełnie jak nie Kinga. ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, myślę... Do banana chyba nie mogła nic ponad tradycyjną zawartość dodać ;p

      Usuń
    2. Żebyś się nie zdziwiła, może wstrzyknęła co do tego banana? :)

      Usuń
    3. Myślisz, że chciała tak wspomóc swoją siostrę, dla której to w sumie przeznaczony był ten owoc?
      Najlepiej spytaj się już jej jutro w szkole ;)

      Usuń
    4. Odpowie mi tym skrzeczącym głosem, że ona nic nie wie. Zawsze tak się mówi w takich wypadkach. :D

      Usuń