Własnoręczna organizacja czasu

Pamiętam jak szukałam kalendarza na ten rok. Miał być mały, lekki i poręczny. I nie było co prawda problemu ze znalezieniem takiego w księgarni. Co więcej, był on nawet stosunkowo tani. I wydawał mi się opcją wręcz idealną. Z czasem wyszło jednak na jaw, że takim wyborem jednak nie jest. Mimo, że wpisywałam do niego co ważniejsze wydarzenia, jak wizyty u lekarzy czy wcześniej zaplanowane spotkania, to brak mi było w nim miejsca na umieszczenie listy zadań do zrobienia danego dnia czy też luźnych myśli związanych z planami na popołudnie.


W tym celu używałam wyrwanych z zeszytu kartek. Potem umieszczałam je między okładką a pierwszą stroną kalendarza i tak sukcesywnie zbierał się pliczek papierków, latających luzem między jego stronami. No i muszę przyznać, że nie było to satysfakcjonujące mnie rozwiązanie. Bo jako, że ilość karteczek często wcale nie malała, a tylko się powiększała, to razem z tym coraz ciężej było cokolwiek na nich znaleźć. Nie wspominając już o tym, że to niezbyt korzystne dla środowiska rozwiązanie.

Klasyka na początek

Postanowiłam więc stworzyć swoją własną wersję takiego kalendarza, który pozwoliłby mi na zaspokojenie wszystkich moich potrzeb w tej kwestii. Póki co co prawda znacząco wzorowałam się na projekcie Aliny, ale dzięki takiemu wstępnemu, prostemu designowi będę mogła zobaczyć, czego mi w nim brakuje, a czego absolutnie nie potrzebuję.
Wiem już na przykład, iż mimo, że przy zakupie wspomnianego już, standardowego kalendarza chciałam, by obok każdej daty znajdowało się oznaczenie aktualnych wtedy imienin, to i tak nie wpłynęło to na moją biegłość w tym temacie i dalej z łatwością zapominam nawet o własnym święcie.
Zamiast tego potrzebowałam jednak więcej miejsca na zapiski przy każdym dniu. Dodatkowym problemem było jednak to, iż nie chciałam by mój kalendarz był ciężki. A każdy z notatników o większym formacie był już zwykle opatrzony twardą oprawą, a co za tym idzie i sporą wagą.


Dlatego też mój obecny organizer jest dosyć cienki i klasyczny. Nie posiada zbędnych elementów i obejmuje sobą tylko dwa miesiące. Stwierdziłam, że taki okres będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem, gdyż ten czas jest również okresem trwania wakacji i potem trzeba będzie wrócić do szkolnej rutyny, gdzie zapewne przyda mi się już nieco inny rozkład godzinowy w moim planie.
Poza tym, jak już pisałam, pozwoli mi to na sprawdzenie, jak odpowiada mi obecny rozkład kolumn i zminimalizowanie wagi organizera. A ta jest na prawdę niewielka, biorąc pod uwagę fakt, że materiał użyty do jego zrobienia to zwykły papier A4 i czarna nitka.


Plan do wykonania

Dzięki temu też taki organizer może zrobić każdy i każdy może dopasować go do własnych upodobań oraz wymagań. Tym bardziej, że nie jest to wcale trudne.
Najpierw wystarczy stworzyć szablon strony wewnętrznej oraz okładki w dowolnym programie graficznym czy też nawet Wordzie. Potem należy otworzyć opcję druku i dwustronnie (to było dla mnie największym wyzwaniem i świadomie udało mi się chyba po raz pierwszy w życiu!) zadrukować wybraną ilość kartek, po dwa szablony strony wewnętrznej na każdej stronie. Następnie złożyć wszystkie kartki na pół i włożyć je jedna w drugą. Na koniec założyć na nie także stworzoną przez siebie okładkę i zszyć wszystkie strony w miejscu zgięcia nitką lub, jeśli ktoś posiada akurat w domu, nieco grubszą od niej muliną.
Oczywiście można także pójść do drukarni z wykonanym przez siebie projektem graficznym i poprosić o wydrukowanie oraz zbindowanie kartek. Ja jednak wolałam pozostawić mój projekt naprawdę niskobudżetowym i być dumną z faktu, że całość tego skromnego dzieła zrobiłam samodzielnie.


Wersja testowa

I choć póki co używam go dopiero od paru dni, to już wydaje mi się on bardzo funkcjonalny i znacznie chętniej zaglądam do niego niż wcześniej zerkałam do kupionego w księgarni kalendarza. I wyjątkowo udaje mi się spełniać wszystkie zapisane w nim zadania, a nie 'chomikować' je na kolejne dni, jak to bywało z zapodzianymi gdzieś na dodatkowych karteczkach notatkami. Choć to akurat może być po prostu kwestia czasu w jakim go stworzyłam - wakacji.
W każdym razie będę miała jeszcze okazję wypróbować, jak sprawuje się on w długoterminowej perspektywie i zapewne także już w roku szkolnym, kiedy to będę miała na głowie mimo wszystko więcej obowiązków.

10 komentarzy:

  1. Świetne rozwiązanie! Jesteś pomysłowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda naprawdę fajnie i funkcjonalnie. ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę kolejną zwolenniczkę rozkładu godzinowego, którego ja znieść nie mogę. No po prostu patrzę na rozpiskę godzinową i aż mi niedobrze. Choć wiem że wielu osobom to odpowiada, to mi jakoś nie bardzo - no bo wtedy właściwie wszystko jest przypisane do danej godziny, a dla mnie to bez sensu. Kocham za to widok tygodniowy i twarde okładki. Po pierwsze, czuć że to kalendarz a nie 5 stron z zeszytu i jest co wziąć w łapę. Po drugie, nie zaginają się przy pierwszej nadarzającej się okazji. A widok tygodniowy jest dla mnie zwyczajnie lepszy, otwieram i z przerażeniem po zobaczeniu zadań na ten tydzień jak najszybciej zamykam. ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój kalendarz wyjątkowo lubię, bo można w nim znaleźć dużo przydatnych rzeczy i je do siebie 'przekopiować', ale samej na co dzień nie chciałoby mi się dokładać takiego ciężaru do plecaka.
      Ewentualnie to zaginanie się może być problemem, ale w torebce mogę go nosić w woreczku, a w plecaku między zeszytami - problem rozwiązany mam nadzieję :)

      Usuń
    2. Wszyscy lubią mój kalendarz! Nie wiem jak to się dzieje, ale każdy znajdzie w nim coś dla siebie, a ja nie mam problemu z noszeniem "ciężarów", moje plecy są wytrenowane i odporne. :D

      Usuń
  4. Ja próbowałam wielu kalendarzy i kupnych i robionych i...chyba jednak zostanę przy idei kartek. To znaczy mam w komputerze kalendarz na naprawdę ważne i długoterminowe rzeczy - terminy rozpraw, zajęć, imprezy, śluby, urodziny, wyjazdy itp. ale dla zadań codziennych używam kartek. Nigdy nie wiem czy zadanie uda mi się zrobić w tym czy i w innym dniu, albo nawet tygodniu. A muszę zapisać żeby nie zapomnieć. Tym bardziej nie umiem określić często konkretnej godziny. Cóż -jestem chyba zbyt dużą bałaganiarą. Ale kartka ma ta zaletę że jest lekka, mieści się do teczki z innymi papierami. Czeto drukuję ją na komputerze i odkreślam ręcznie wykonane plany (czasie, też ręcznie coś dopisuje), więc jest czytelna i może mieć jednocześnie widok tygodniowy oraz dzienny. Nie jest taka zła :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurczę, genialny :) Moja koleżanka jest córką nauczycielki i zawsze się uśmiechałam jak robiła notatki z lekcji zamiast w zeszycie to właśnie w kalendarzykach nauczycielskich, których było u niej pod dostatkiem. A tu właśnie na odwrót taka propozycja. Pomysł świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze bardziej podobają mi się własnoręcznie zrobione notatniki/kalendarze/organizery itp. niż te kupne. Twój wygląda naprawdę świetnie i mam nadzieję, że będzie służyć jak najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawy organizer, sama muszę sobie cos takiego sprawic :)

    OdpowiedzUsuń