Różowa zupa dla ochłody

Ten chłodnik przygotowywałam już wcześniej i przepisem dzieliłam się nawet na poprzednim blogu. Wyjątkowo stwierdziłam, że nie będę szukać nowego, oryginalnego sposobu na stworzenie tego dania, a zatrzymam się już przy tym, sprawdzonego spisie czynności. Jeśli można tak nazwać zupę zrobioną przeze mnie jeden raz. No teraz już dwa.
W każdym razie, wciąż podtrzymuję opinię, że świetnie nada się ona zarówno na upały, jak i na mniej parne dni. Poza przyjemnym orzeźwieniem, które chłodnik dostarcza z tego właśnie tytułu, jakim jest jego nazwa, jest on po prostu smaczny.
A i jego kolor ponownie zachwyca moje oczy. Nie tylko moje zresztą, bo również mama potwierdza werdykt - po odpowiednim doprawieniu zupa smakowała bardzo dobrze. Przy czym tą cechę łatwo dopasować do własnych preferencji, smakując zupę tuż przed wstawieniem jej do lodówki, jak i bezpośrednio przed jedzeniem, siedząc już przed miską z nalaną do niej porcją chłodnika.


Tym razem mój chłodnik był jednak nieco bardziej kwaśny, dzięki zwiększeniu procentowej zawartości soku z cytryny w całości dania. Wciąż wyraźna pozostawała jednak także słodycz młodych buraków. Te warzywa, razem ze startym ogórkiem oraz rzodkiewką, stanowiły bowiem bazę smakową całości. Przy okazji odpowiadały one również za konsystencję zupy, która była na tyle gęsta, by ułożone na jej powierzchni jajka nie zanurzały się całkowicie w cieczy. I choć starte na tarce warzywa są wyraźnie wyczuwalne w strukturze dania, są one równie delikatne, jak i smak całego dania.
Cechą, którą można regulować według własnych upodobań, jest również rodzaj użytego nabiału - może to być kwaśny kefir, naturalna maślanka, jak i krowie mleko czy też jego roślinny odpowiednik. Osobiście, równocześnie z przygotowywaniem botwinki, zrobiłam także błyskawiczne mleko kokosowe, które to od razu znalazło swoje miejsce w tej właśnie zupie. Nadało jej tym samym dodatkowej delikatnej słodyczy oraz lekkiego, tłustego nalotu na jej powierzchni. Tym samym pozwoliło mi też pominąć dodatek bulionu, tak by sama zupa, wcale niedocelowo, stała się w efekcie całkowicie wegańskim daniem obiadowym. No chyba, że dodać do niej jajka, co też uczyniłam, ograniczając te klasyfikację do laktoowowegetariańskiego posiłku.


Chłodnik z botwinki

/4 porcje/

pęczek botwinki
750 ml wody
sok z jednej/ dwóch cytryn
duży ogórek szklarniowy/ 3 ogórki gruntowe
½ pęczka rzodkiewek
½ pęczka koperku
½  pęczka szczypiorku
ząbek czosnku
500 ml mleka kokosowego /kefiru /maślanki
sól, pieprz
do podania:
4 jajka


Całe pęczki botwinki umyć, a następnie obrać buraki ze skórki. Liście oraz bulwy drobno posiekać. Wrzucić je do garnka i zalać wodą (jeśli płyn nie zakryje całej botwinki, dolać więcej cieczy). Gotować do miękkości przez około 10-15 minut.
Po upływie tego czasu zestawić garnek z ognia, dodać świeżo wyciśnięty sok z cytryny i odstawić w chłodne miejsce do wystudzenia.
Ogórka obrać i razem z umytymi uprzednio rzodkiewkami zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Koperek oraz szczypiorek drobno posiekać.
Do przestudzonej botwinki dodać starte warzywa, zioła, przeciśnięty przez praskę czosnek oraz nabiał. Doprawić do smaku solą oraz pieprzem, dodając ewentualnie jeszcze trochę soku z cytryny. Gotowy chłodnik włożyć do lodówki na co najmniej kilka godzin.
Przed podaniem ugotować jajka na twardo i nieco je wystudzić. Następnie obrać ze skorupki, przekroić na połówki i wkładać do wypełnionych schłodzoną zupą misek.

1 komentarz:

  1. ahhh, już samym opisem sprawiłaś, że nabrałam ogromnej ochoty na botwinkę :) jeszcze taka słodko - kwaśna, jak piszesz, to dla mnie ideał :)

    OdpowiedzUsuń