Kluczowa interpretacja

Nie lubię gdy na lekcji języka polskiego wyrywa się mnie nagle do odpowiedzi. Zwykle jestem wtedy w połowie na lekcji, a w połowie moje myśli krążą gdzieś dalej, chociaż wciąż oscylują w granicach tematów poruszanych na zajęciach. Skutkuje to tym, że mówię po prostu głupoty lub bronię się krótkim 'Nie wiem' bądź 'Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie'. I nie znaczy to wcale, że nic z tych lekcji nie wynoszę.
Ok, nietrafiona interpretacja 'Pornografii' Szymborskiej rzeczywiście spowodowana była moim roztargnieniem i brakiem skupienia na temacie lekcji, ale poza tym przypadkiem zwykle interpretuję utwory w swojej głowie, nie dzieląc się swoimi wnioskami z ogółem, i nie oznacza to wcale, że zawsze są one równie beznadziejne.


Choć nie znaczy to też również, że są one zawsze zgodne z kluczem. Mogę niemal z pewnością stwierdzić zresztą, że po prostu nie są. Bo nie odwołuję się w nich do podanych źródeł, nie przywołuję co najmniej 10 analogicznych postaci literackich, nie argumentuję każdego z wysuniętych wniosków osobnym referatem, a ponadto w międzyczasie czasem streszczam sobie treści innych utworów. Nie znajduję też zwykle tego magicznego zaklęcia, dzięki któremu łatwo dowiem się 'co autor miał na myśli'. Lub co na temat tego, co miał on na myśli, napisali autorzy klucza odpowiedzi.

Myśl pod klucz

I choć po skończonych zajęciach, gdy po raz kolejny słyszę narzekania na to, jaki to ten klucz jest okrutny, wcale nie przyłączam się do zbiorowego lamentu. Wolę pozostać z boku. Wiem, że i tak nie zmienię tego systemu. Nie mam na tej płaszczyźnie takiej siły przebicia, a nawet jeśli, to i tak brakuje mi przede wszystkim lepszego pomysłu na zreorganizowanie tej struktury.
Mówię więc sobie, że czasem trzeba pisać pod klucz. Ot tak, pisać, tak jak ci się wydaje, że masz pisać. Tak jak podali w poleceniu. Zgodnie z tymi paroma słowami kluczowymi, które zostały przez ciebie podkreślone w instrukcji zadania. Po to, by dostać dobrą ocenę, a w ostatecznym rozrachunku zdać z dobrym wynikiem maturę z języka polskiego.
Problemem może stać się jednak fakt, że nie wszystkie schematy rozwiązań tworzy jedna osoba. I bardzo prawdopodobne jest, że twórcy poszczególnych arkuszy testowych wzajemnie by się ze sobą nie zgodzili w sprawie spornych odpowiedzi.
Jak więc się dostosować? Wychodzi na to, że trzeba jednak pisać po swojemu. I liczyć na to, że wzorzec tym razem będzie łaskawy, a sprawdzający nad wyraz życzliwy. I że twoje wywody nad Romeo i Julią (jako bohaterami lektury, która pierwsza przyszła ci do głowy) nie będą uznane za zbyt odległe od tematu patriotyzmu. Tak samo jak i Harry Potter, o którym da się napisać przecież w każdym kontekście - jakiś punkt zaczepienia w tym siedmiotomowym zbiorze zawsze się w końcu znajdzie.


Na dwa fronty

Można jednak uskuteczniać te dwa sposoby interpretacji na raz i na bieżąco tworzyć jej dwie wersje - jedną publiczną, a drugą bardziej prywatną. Publiczna jest rzecz jasna pisana 'pod klucz', ubrana w ładne słowa, z wymienionymi środkami stylistycznymi i przeanalizowanymi wszystkimi metaforami.
Druga może nie być nawet wcale przelana na papier, a ważne jest tylko to, by była ona adekwatna do osobistych przeżyć. Najlepiej jest poprzeć ją własnymi doświadczeniami, tak aby zobaczyć odzwierciedlenie omawianej sytuacji w rzeczywistości, i na tej podstawie wyciągnąć wnioski, które mogą być przydatne również w przyszłości. Sam fakt, że nie jest ona tylko przedstawieniem suchej tezy, która nie wzbudza kompletnie żadnych emocji w osobie ją argumentującej, w dużej mierze wpływa już na cały proces twórczy. I pomaga zapamiętać pewne treści, ogólnie wysnute wnioski, a przede wszystkim daje pewną 'życiową' wiedzę praktyczną.

Prawidłowa interpretacja

Trzeba jednak przyznać, że istnieje zawsze jedna taka interpretacja, której nie można odmówić słuszności. Jest to rzecz jasna wyjaśnienie autorskie. I mam nadzieję, że nie trzeba tu nikomu tłumaczyć, że chodzi o autora danego tekstu, a nie o twórcę klucza do testu. I choć powszechnie znany przykład z Wisławą Szymborską, która to rzekomo nie zdałaby matury z własnym wierszem jako tematem przewodnim, nie jest prawdziwy, to w analogicznej sytuacji znalazł się Jerzy Sosnkowki. I nie zdobył on oczywiście maksimum punktacji z tej części arkusza.
Zastanawiającym jest więc fakt, dlaczego odpowiedzi nie zostały wcześniej skonfrontowane z samym autorem. Tym bardziej, że nie było to na tyle niemożliwe, jak w przypadku twórców minionych epok. W tych przypadkach nie dowiemy się jednak, czy przygotowana przez ekspertów analiza pozwoliła im w pełni rozszyfrować intencje autora. A uczniowie w szkołach i tak otrzymają odgórnie podane interpretacje jako pewniki i obowiązujące ich wykładnie.
Szkoda tylko, że tym samym można łatwo pozbawić ich wysuwania kolejnych ciekawych teorii na temat dzieła i konfrontowania ich z rzeczywistością. Tym samym zubaża się także tezę o oryginalną subiektywność, która to mogłaby też wprowadzić do tematu zupełnie inne spojrzenia, z punktu widzenia przeróżnych dziedzin. Nakłada się na nią w zamian za to subiektywność badacza lub też ich grupy. Pozostaje więc pytanie, dlaczego subiektywność badaczy ma być lepsza od subiektywności jednostki?


Póki co...

I zdaję sobie sprawę, że jest co najmniej jeden argument na korzyść obecnego stanu rzeczy - badacze mają zwykle rozleglejszą wiedzę na temat życiorysu twórcy oraz genezy danego dzieła. Daje im to niewątpliwie przewagę nad przeciętnym uczeniem, przy czym nie jest jednak równoznaczne z gwarancją sukcesu.
Dlatego też uważam, że podanie oficjalnej interpretacji jest w pełni uzasadnione, lecz nie powinno być traktowane jako jedyna słuszna opinia. Tak jak i samo polecenie zadania nie powinno jednoznacznie sugerować preferowanego stanowiska, a tworzenie własnej tezy - być próbą trafienia w określone zagadnienia.
Wolałabym, aby uczniowie nie musieli specjalnie uczyć się rozwiązywania zadań danego typu, by tylko zdać maturę, a mogli pokazać na egzaminie swoje realne umiejętności z danej dziedziny. No i żeby to nie sposób kodowania zaważył na ich wyniku, a klucz był tylko wskazówką dla sprawdzających. Tu pojawia się jednak sprawa subiektywności egzaminatorów. I znowu wraca się do pełnego zautomatyzowania, które tak niekorzystnie wpływa na kreatywność.
Tak jak już pisałam, nie mam więc gotowego rozwiązania tej sytuacji. W związku z tym staram się jednak (zbyt często) nie narzekać na obecny system i szukać w nim rozwiązań najbardziej optymalnych dla siebie. Nawet pomimo tych paru nieodpowiadających mi aspektów, znajdzie się przecież na pewno i parę rzeczy, z których jestem zadowolona. Póki co jednak żegnam szkołę na dwa miesiące wakacji i nieco od tych reguł odpocznę.

2 komentarze:

  1. Moja najwspanialsza nauczycielka z liceum właśnie od polskiego zawsze powtarzała jakimi kalekami czynią nas te całe klucze. Niby omawialiśmy wszystko pod klucz, ale tyle ile ,,małych dygresji" i tematów pobocznych omówiliśmy to więcej by się uzbierało niż lekcji. Ale właśnie z tamtych wypowiedzi najwięcej w głowie mi zostało. To były mądrości i tyle, a z tego co typowo pod maturę to już nic nie pamiętam. A zdaliśmy wszyscy i to pięknie :P
    Swoją drogą w ubiegłym raku na maturze do przeczytania był artykuł i do niego pytania ułożone przez komisję. Arkusz ten rozwiązał autor owego artykułu i okazało się, że patrząc na klucz dostałby ok. 60% :P

    OdpowiedzUsuń
  2. odpocznij odpocznij! Ja na szczęście nie mam już tego problemu, a książki omawiane na studiach sa bardzo luźno. Ale pamiętam ile razy denerwowalam sie tymi kluczami ah... Ciekawe czy się to kiedyś zmieni. Ale wątpie, bo taki sposób nauczania, to właśnie ogłupianie społeczeńśtwa, blokowanie kreatywnego myślenia. Człowiek nie może za bardzo kombinować, bo jak za dużo myśli, to może dojść do wniosku, że się mu coś nie podoba i że chce sie przeciwstawić, a to już władzy nie pasuje. Więc lepiej nas szablonowo kształcić.

    OdpowiedzUsuń