Zimny prysznic na zdrowie!

Chciałam móc napisać tutaj, że już od ponad miesiąca co rano biorę zimny prysznic. Jeszcze bardziej chciałam zresztą, aby to w ogóle była prawda. Niestety czynniki zewnętrzne uniemożliwiły mi realizację tego planu, ale i tak mogę się pochwalić, że praktykowałam ten zwyczaj nieprzerwanie przez co najmniej 2 tygodnie.
Po tym czasie zachorowałam. Nie wiążę tego jednak z poranną ekspozycją na zimno, a jedynie z zawirowaniami atmosferycznymi. Wtedy też napisałam już pierwszą wersję tego postu. Po jego ukończeniu stwierdziłam jednak, że nie wiem czy będę miała na tyle samozaparcia, by po tygodniowej przerwie znowu wskoczyć pod lodowaty strumień. Powstrzymałam się więc przed jego publikacją aż do teraz.


Uznałam, że właśnie ten moment jest odpowiedni na powrócenie do tematu, gdyż właśnie dziś ponownie, po raz pierwszy po tej przerwie, dzień zaczęłam tak jak jeszcze przed tygodniem. A czy było trudno? Wręcz przeciwnie! Nie musiałam wcale przekonywać się do wejścia pod zimny strumień wody i zrobiłam to z wielką chęcią. W okresie 'abstynencji' za to zmuszona byłam wręcz powstrzymywać się od tej czynności i tęsknym wzrokiem patrzyłam na kabinę prysznicową.

Na zdrowie!

Zacznijmy może jednak od tego, czemu w ogóle zdecydowałam się na rozpoczęcie takiego rytuału. Po pierwsze, naczytałam się dużo informacji o jego pozytywnym działaniu zdrowotnym. Po drugie, chciałam przy okazji przetestować swoją silną wolę. Myślę że dla innych decydującym aspektem będą jednak argumenty z tej pierwszej grupy, dlatego też warto wspomnieć chociażby o części z nich.
Pierwszym, który w świetle przedstawionej przeze mnie historii może wydawać się nieco nietrafiony, ale jest za to potwierdzony badaniami naukowymi, jest wzmocnienie systemu odpornościowego organizmu. Poprzez wywoływanie krótkotrwałego szoku ciało uodparnia się na gorsze warunki termiczne oraz pobudza przepływ krwi, kierując ją z warstw powierzchownych do narządów wewnętrznych, a następnie z powrotem do skóry. Dzięki temu właśnie usprawnia się działanie całego krwiobiegu, a dodatkowo można tu też znaleźć powiązanie z poprawą stanu skóry i jej ujędrnieniem.
Poza tym stosunkowo łatwo jest natknąć się na hipotezy odnośnie leczenia depresji, a nawet chorób nowotworowych, za pomocą zimnych kąpieli. Znaczącą rolę odgrywają tu bowiem mechanizmy stymulujące wydzielanie hormonów oraz redukcję bólu.


Na dzień dobry!

Jednak skoro już o depresji mowa to warto zaznaczyć, że prysznice takie mogą poprawić samopoczucie nie tylko cierpiących na tą chorobę osób. Udowodniono bowiem, że regularna, krótkotrwała ekspozycja na zimno wpływa pozytywnie na wytrzymałość psychiczną i zmniejsza negatywne skutki stresu środowiskowego.
Już po pierwszym zabiegu wiadomo także, że na chwilę po jego zakończeniu odczuwa się jeszcze skutki zmarznięcia, lecz zaraz potem przez ciało przepływa fala ciepła. Jest to bardzo przyjemne uczucie, które rozgrzewa cały organizm od środka.
Dodatkowo działanie stresora, jakim jest ekspozycja na zimno, doskonale pobudza do działania. Ciało odbiera sygnał o nadchodzącym zagrożeniu i w związku z tym od razu wprowadzane jest w stan gotowości, co daje odczucie szybkiego przypływu energii.

Niegroźne pułapki

Trzeba jednak pamiętać o paru istotnych kwestiach, które mają na celu skuteczne zapobieganie ewentualnym efektom niepożądanym takich zabiegów. Po pierwsze, należy unikać wyziębiania organizmu podczas choroby, gdyż i tak jest on już wtedy osłabiony i nie potrzebuje dodatkowych stresorów.
Po drugie, strumienia zimnej wody nie należy kierować wprost na rozgrzane ciało. Dlatego też można taki prysznic zastosować na chwilę po przebudzeniu się i wyjściu spod kołdry, a w żadnym wypadku nie po intensywnym wysiłku fizycznym.
Trzecim aspektem, o którym warto pamiętać, jest technika, jaką praktykuje się podczas brania zimnych pryszniców. Samo słowo technika brzmi tu może jednak zbyt wyniośle, ale istnieje po prostu parę zasad, które należy stosować, gdy już zdecyduje się na takie praktyki.


Ale jak to zrobić?

Osobiście twierdziłam początkowo, że niemożliwym jest puszczenie na ciało od razu zimnego strumienia wody i najpierw ochlapywałam się ciepłą wodą, by dopiero po chwili zmienić jej temperaturę na zdecydowanie niższą. Kolejnym wyzwaniem, zaraz po rozpoczęciu tej praktyki, było więc dla mnie przestawienie się na tą drugą opcję. A dzięki temu mogę teraz już śmiało powiedzieć, że nie jest to wcale takie trudne, jak mogło by się wydawać!
Trzeba tylko zacząć przyzwyczajać organizm do takiej temperatury zaczynając od stóp, a następnie wędrując do coraz to wyższych partii ciała. Najlepszym rozwiązaniem jest skierowanie strumienia wody najpierw na same stopy, potem łydki oraz uda, a następnie brzuch oraz plecy. Na koniec dopiero można oblać zimną wodą także twarz.
Samo tempo przechodzenia do kolejnych partii ciała jest oczywiście indywidualne, choć nie zalecam zbytniego pośpiechu, w obawie przed doznaniem nadmiernego szoku termicznego, ale też nie polecam zbyt długiego wychładzania jednego miejsca. Po zakończeniu prysznica należy natomiast dokładnie wytrzeć się z kropelek wody, tak aby nie pobierały one już dłużej energii ze skóry i pozwoliły skierować całe ciepło do ogrzania organizmu.

A co jak zamarznę?

Ekspozycja ciała na zimno może rzecz jasna prowadzić do odmrożeń. W przypadku szybkiego prysznica nie ma się jednak o co obawiać. Zabieg taki powinien trwać tylko od 2 do 5 minut, podczas których zdrowe ciało naturalnie nie doprowadzi do zbyt dużego odpływu krwi z danego miejsca. Wiadomo jednak, że większość osób nie bierze prysznica z telefonem czy stoperem w ręce, wiec by zbytnio nie przedłużać czy też nie skracać tego czasu, osobiście wymyśliłam sobie własną technikę.
Na początku rzecz jasna kieruję strumień zimnej wody na stopy i po kolei przechodzę do następnych poziomów. Gdy po przejściu przez łydki, uda, brzuch, plecy, a także ręce, zakończę pierwszą fazę obmyciem twarzy, ponownie kieruję strumień na stopy. Jeszcze raz ochlapuję całe ciało, po czym powtórnie powtarzam wszystkie czynności, sumarycznie schładzając całe ciało 3 razy.

A jeśli to nadal za zimno...

Jeśli jednak wszystkie te zalety nie są w stanie przekonać kogoś do zimnych pryszniców, polecam zapoznać się ze słowami Elliott'a:



Według niego taki sam efekt rozbudzenia można uzyskać poprzez zastosowanie specjalnej metody oddechowej. Ma to być symulacja zimnego prysznica, bez użycia zimnej wody rzecz jasna. Dzięki celowemu przyspieszeniu oddechu, organizm odbiera bowiem sygnał o wykryciu potencjalnego niebezpieczeństwa, tak jak przy zastosowaniu stresora jakim jest ekspozycja na zimno.

Codzienne 5 minut

Sama próbowałam stosować tą drugą metodę podczas przeziębienia, lecz, jak już pisałam, i tak tęskniłam do efektów autentycznego strumienia zimnej wody na ciele. Dlatego też, jak tylko najszybciej mogłam, znowu wróciłam do praktykowania zimnych pryszniców z samego rana.
Dzięki takiemu porannemu rytuałowi od razu mam więcej energii i nie muszę zbyt długo czekać na efekt rozbudzenia. Te zaledwie 5 minut, które muszę poświęcić ze swojego szczególnie rano cennego czasu, i tak nadrobię, dzięki przyspieszeniu wykonywanych po nim czynności. Jak dla mnie jest to idealne rozwiązanie, by efektywnie zacząć dzień.
Mam nadzieję, że dzięki temu mój zapał nie osłabnie nawet w pełni upalnego lata czy też mroźnej zimy, a wymienione przeze mnie pozytywne skutki będą mi już niezmiennie towarzyszyć. Poza tym chętnie zobaczyłabym także te bardziej długoterminowe efekty, szczególnie jeśli chodzi o poprawę krążenia i zniwelowanie problemu wiecznie zimnych dłoni. Póki co zadowalam się jednak tymi z pierwszej kategorii, co innym także bardzo polecam.

4 komentarze:

  1. A ja nawet w upały robię ciepłe prysznice...nie umiem się bez nich obejść!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też tak miałam. No i w sumie to dalej tak mam, bo poza tymi zimnymi prysznicami z rana, wieczorem myję się już zawsze w ciepłej wodzie.
      Tak więc, jak widzisz, jedno drugiego nie wyklucza! ;)

      Usuń
  2. Ja od kilku lat rano biorę maksymalnie zimny prysznic.
    A po bieganiu przychodzi mi to jeszcze łatwiej niż zazwyczaj, choć i tak tak mi to w krew weszło, że nie wiem jak można inaczej rozpocząć dzień ;P
    W sumie, dopiero teraz to zauważam, ale ja... od kilku lat (odpukać) nie chorowałam na coś poważniejszego niż katar (pomijając kwestie typu ed itd.).
    Najpierw myję się letnią wodą, a później kilka minut pod zimnym strumieniem- zbawienie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam wannę, więc w sumie zimny prysznic jest wykluczony. A poświęcenie 5 minut rano? To przecież całe 5 minut z 15-20 które mam na wszystko. :D No sama więc rozumiesz, że się nie da. Ale ogólnie nie mam problemu z zimnymi prysznicami, także na wycieczkach mogę myć się jako ostatnia, kiedy ciepłej wody już nie ma. :D

    OdpowiedzUsuń