Majówka w Poznaniu za pół ceny cz. III

Po zarówno pierwszej, jak i drugiej już, części mojej relacji z wyjazdu do Poznania, nadszedł oczywiście czas na jej trzecią odsłonę. A w niej rzecz jasna opis trzeciego, ostatniego już zresztą, dnia mojej wycieczki. Wyjazd do Torunia ustaliłyśmy razem z Karoliną na godziny wieczorne, dzięki czemu miałyśmy mimo to jeszcze dużo czasu do wykorzystania. Dzięki temu właśnie mogłyśmy też nadrobić zaległości z dnia poprzedniego, jak i dodać do nich parę nowych aktywności.


Muzeum w różnych formach

Zaczęłyśmy więc od planowej wizyty w poznańskiej palmiarni. Zobaczyłyśmy tam, jak zaskakująco wielkie potrafią być kaktusy, a jak niespodziewanie małe bananowce. Poza tym widziałyśmy też świeże, choć jeszcze niedojrzałe, figi oraz wyczytałyśmy, że owoce kakaowca są tak właściwie białe, a ich ciemny odcień, który znamy z życia codziennego, wywołany jest tylko i wyłącznie działaniem procesów przetwórczych.



W Muzeum Narodowym szczególnie zainteresowały nas za to dwie pierwsze wystawy. Na dalszych ekspozycjach znajdowały się co prawda te bardziej znane obrazy, którym zapewne również warto byłoby poświęcić nieco więcej uwagi, lecz z tego samego względu były one dla nas już czymś nieco oklepanym i nie wywołującym takiego zaskoczenia jak dzieła z bardziej nam współczesnych czasów. Były to zresztą nie tylko obrazy i rzeźby, ale także fotografie oraz filmy krótkometrażowe.
Niestety w przeciwieństwie do Karoliny, która 'zabrała' mi aparat nie miałam okazji uwiecznić nazw dzieł, które najbardziej mi się spodobały, ale parę z nich wciąż mam w pamięci. A z aspektów czysto praktycystycznych dowiedziałam się przy okazji, że zakaz używania telefonów komórkowych na terenie muzeum wprowadzono po to, by system zabezpieczeń nie doznawał zakłóceń falowych. No i mimo, że telefon akurat udało mi się do środka wnieść, to samą torbę z resztą zawartości musiałam zostawić w szatni. Ciekawe dlaczego, skoro Karolinę równie mocno zainteresował widoczny na zdjęciu trzeci zakaz od dołu, a ona swoje bagaże wniosła.


Pyry z bzikiem

A jako że o Poznaniu mowa, to poza zjedzeniem oryginalnego Rogala Świętomarcińskiego, nie mogło obyć się także bez posmakowania tradycyjnej potrawy tego regionu, jaką są pyry z gzikiem. Co prawda, nie jest to danie zbyt skomplikowane i stosunkowo łatwo zrobić je samemu w domu, ale stwierdziłyśmy, że tego dnia wyjątkowo możemy skusić się na zjedzenie takiej potrawy na mieście. Trochę czasu zabrało nam zdecydowanie, do której restauracji powinnyśmy pójść, lecz ostatecznie dowiedziałyśmy się, iż najlepszym wyborem będzie odwiedzenie PyraBar, gdzie na pewno dostaniemy dokładnie to, czego oczekujemy.
I tak też się stało, bo już po chwili oczekiwania przy stoliku, przed każdą z nas pojawił się dorodny, ugotowany w mundurku ziemniak z wyłożonym obok niego twarożkiem. Całość była po prostu smaczna i miło było zjeść ją w lokalu z tak wyraźnym motywem przewodnim. Na ścianach lokalu rozwieszone są bowiem plakaty z ziemniaczanymi hasłami, a menu pełne jest oryginalnych, zpyranizowanych nazw potraw. I tak też właśnie zjadłyśmy pyry z gzikiem lub bzikiem, jak kto woli.



Biegiem do Torunia

Był to jednak tak właściwie już ostatni oficjalny punkt naszej podróży. Jako że miałyśmy jeszcze trochę czasu zdecydowałyśmy się co prawda na spacer w kierunku KontenerArt oraz ostatnią podczas tego wyjazdu wizytę na Rynku, lecz zaraz potem skierowałyśmy się do mieszkania Klaudii. Musiałam tam pożegnać się już ostatecznie z za dużym, zimowym płaszczem, dopakować resztę rzeczy i zaraz potem biec na tramwaj, bo przecież 'mamy jeszcze tak dużo czasu'.



W samym pociągu natomiast razem z Karoliną rozłożyłyśmy się wygodnie na siedzeniach i tak też właśnie w półśnie dotarłyśmy do Torunia. I choć udało nam się uniknąć kolejnego deszczowego dnia w Poznaniu, to następnego dnia przywitał mnie od razu deszcz w Toruniu. I mimo, że był to poniedziałek, nie musiałam wcale iść do szkoły. Z czego rzecz jasna niewątpliwie się ucieszyłam, bo wyjątkowo nie miałam ochoty wstawać wcześnie.

4 komentarze:

  1. Świetnie się czyta te relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcia, cudowna wycieczka! Ach, zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem szczerze, że się tak zastanawiałam w sumie, co tracę nie jadąc z wami (nawet nie pytałam czy "mogę", bo miałam inne plany ; p), ale widzę, że byśmy się nijak nie dogadały. :D To znaczy, wy na rogale, ja na kesze. Wy na koncert, ja myk zobaczyć Twierdzę Poznań. No, także wycieczka ciekawa, ale ja z pewnością urozmaiciłabym ją po swojemu. Pozdrawiam. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo lubię Poznań! :)) podoba mi się ten opis i cieszę sę , ze tez doceniasz uroki tego miasta :)

    OdpowiedzUsuń