Anoreksja? Nic nowego

Przymierzając się do napisania tego posta, zaczęłam szukać, jakie są obecnie tematy tabu w społeczeństwie. Seks już nim nie jest. Homoseksualizm, mimo że wciąż budzi wiele skrajnych emocji, do tej kategorii też się nie zalicza. No a zaburzenia odżywiania nie są nawet wcale brane pod uwagę, jeśli o to chodzi. Niewątpliwie wpłynęły na to liczne kampanie społeczne (a w tym najgłośniejsza z udziałem Isabelle Caro), prezentowane przez media historie, no i przede wszystkim po prostu liczebność takich zdarzeń.

źródło: www.kimono.pl

Już wcale nie tak trudno znaleźć w swoim otoczeniu osobę, która miała bezpośrednią styczność z tą chorobą. Sama jestem tu zresztą bardzo dobrym przykładem - anoreksja dotknęła co najmniej dwie, a osobiście podejrzewam, że nawet trzy, osoby z mojego otoczenia. Dwie z nich to, można by powiedzieć, po prostu koleżanki, podczas gdy trzecia z nich była mi jednak szczególnie bliska.


Bo byłam nią ja

Byłam lub jestem, jak kto woli. Ja osobiście nie lubię przylepiać nikomu łatki 'anorektyczki' i posługuję się tym terminem tylko dla uproszczenia przekazu. Jest to znacznie łatwiejsze od tłumaczenia mechanizmów choroby, nieprawdaż? A że jeszcze do niedawna nie byłam zbyt skora do mówienia o chorobie, takie stwierdzenie wydawało mi się najlepszym wyjściem. Mimo tego, że niosło ze sobą sporo niedopowiedzeń i nieścisłości.
Tym bardziej, że nawet teraz ciężko jest mi powiedzieć, gdzie zaczyna i kończy się anoreksja. Kiedy można nazywać kogoś anorektykiem, a kiedy na taki tytuł 'nie zasługuje'? Kategorie diagnostyczne czytałam, choć nie pamiętam już nawet czy według nich mieściłam/mieszczę się jeszcze w wyznaczonych ramach. Nie udało mi się też zajrzeć do mojej dokumentacji medycznej i nie wiem co się tam tak właściwie znajduje. Nie potrzebuję jednak oficjalnego potwierdzenia, by wiedzieć, co siedzi w mojej głowie.


Już na zawsze?

A tam wciąż zakorzenione są pewne schematy czy przyzwyczajenia. Część z nich jest jednak nawet pozytywna. Dzięki chorobie, choć tak właściwie raczej zdrowieniu, nauczyłam się podstaw zdrowego odżywiania. Dzięki temu też odkryłam, jak ważne są dla człowieka ćwiczenia fizyczne czy samoakceptacja. Choć najważniejsze jest chyba jednak to, jak bardzo się przez ten czas zmienił mój charakter. I można tu odnaleźć zarówno tę złą, jak i dobrą stronę medalu.
Wiadomo, że w trakcie choroby, nawet jeśli na to nie wyglądało, nie akceptowałam swojego ciała, a to przekładało się także na sferę duchową. W międzyczasie musiałam więc nauczyć się tłumić swoje emocje na zewnątrz i zachowywać je wyłącznie dla siebie. Paradoksalnie dało mi to wiele możliwości i doprowadziło do miejsc, gdzie bez tego zapewne bym się nie znalazła.

I właśnie dlatego nie w pełni potępiam wszystko to, co się w ciągu tych paru lat działo. Nie można tu oczywiście nad interpretować mojej wypowiedzi, twierdząc, że anoreksję popieram - to chyba dosyć oczywiste, że nikogo na drogę prowadzącą do śmierci, nie zamierzam sprowadzać. Chcę tylko zaznaczyć, że jest to po prostu nierozerwalna część mojego życia. Jest i będzie już zawsze, bo to dzięki niej znalazłam się tu, gdzie jestem teraz i będę tam, gdzie mnie te wybory zaprowadzą.


Kucharz-anorektyk

A nie ukrywam, że chciałabym by była to po części branża gastronomiczna, czy też fotograficzna. Ten pierwszy wybór może się jednak wydawać dość kontrowersyjny. Pamiętam, gdy pierwszy raz przedstawiłam tą wizję osobie, która znała moją historię od podszewki. Byłam przygotowana na jej wątpliwości i od razu poczułam potrzebę zarzucenia jej argumentami, że przecież nie powinna już na samym wstępie skreślać mnie w tej płaszczyźnie. Robiłam to jednak tak naprawdę za względu na siebie - chciałam udowodnić samej sobie, że mam jakieś szanse w tej dziedzinie. Z biegiem czasu wątpliwości jednak nieco zmalały, a kolejne zdarzenia utwierdzały mnie w przekonaniu, że...

Jeżeli naprawdę czegoś pragniesz, osiągniesz sukces

A jeśli ktoś ma teraz przemożną ochotę wylać mi kubeł zimnej wody na głowę, to ostrzegam, że taki sposób wybijania mi z głowy tego idealistycznego myślenia raczej nie zakończy się sukcesem. Tym bardziej, że wierzę, iż nawet jeśli rzeczywiście nie uda się komuś dotrzeć do celu, to sam proces realizacji planu będzie mógł sprawić mu radość. Że dzięki niemu będzie mógł być z siebie dumny i nie będzie żałować, że nie odważył się na podjęcie zdecydowanych kroków.
Że ja będę mogła powiedzieć, iż nie żałuję, tak jak teraz piszę, że nie żałuję tego, co mi się do tej pory przytrafiło.

12 komentarzy:

  1. Piękne i mądre słowa! Teraz już wiem, że trzeba wierzyć w siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że to doświadczenie uczyniło Cię silniejszą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Z tym stwierdzeniem akurat bym się nie zgodziła, a przynajmniej na pewno nie w tak ogólnikowej formie ;)

      Usuń
  4. Przyzwyczajenia zostają, wspomnienia, w głowie czasem znowu coś krzyczy, tak jak kiedyś za najgorszych czasów. Znam to. Znam też tą ogarniającą niewiedzę z początkiem i końcem anoreksji (jakkolwiek również bardzo nie lubię używać tego słowa), która czasem za bardzo mnie pochłania, bo szukam końca, a go wciąż, jak na złość, nie ma.
    I wiesz, co diagnostycznych ram - to najbardziej beznadziejne ramy jakie istnieją. Te lekarskie, typowo książkowe definicje chorób strasznie mnie irytują! Żadna książka nie jest w stanie zbudować prawdziwych ram danej choroby, czy definicji. I wkurza mnie jak ktoś szufladkuje kogoś z jakąś etykietką, bo takie wartości narzucono nam od góry. No, ale przechodząc do Twojego postu jeszcze - podoba mi się to co napisałaś. I trzymam kciuki za Twoje sukcesy. Mam nadzieję, że ja spełnię się w swoich, bo mam takie jedno, którego pragnę całym sercem i zrobiłabym wszystko, żeby je zdobyć. Marzenia są piękne. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szukaj, nie warto! Przyjemniej będzie, gdy nagle zorientujesz się, że udało ci się tą granicę przekroczyć; a myślę jeszcze, że i nawet łatwiej ci to przyjdzie bez przesadnego skupiania się na tym temacie.
      Więc nie pytam już o co konkretnie chodzi z twoim największym marzeniem, ale mam nadzieję, że ci się uda! :)

      Usuń
  5. dobrze napisane, przyzwyczajenia zostają, ale dobrze,że walczysz z tym!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem, co masz na myśli - to przyczepianie łatek do byłej/teraźniejszej anorektyczki. Krzywe spojrzenia, gdy robisz coś nie po myśli innych ludzi, denerwują, ale nie odczuwasz czasem obawy, kiedy, jak to nazwałaś, "dawne nawyki", znowu dają o sobie znać, że to wszystko wróci? Za pierwszym razem też nie zauważyłaś przekraczania TEJ linii, bo gdzie ona jest? "Diagnostyczne ramy " - tu znowu posłużę się cytatem - jej nie określają, nie da się jej zauważyć. Możesz być silna, w końcu anoreksja, jako choroba, wykorzystuje Twoją wewnętrzną siłę, ale jak daleko masz do przekroczenia tej linii? :(
    Też trzymam kciuki, żebyś pokazała wszystkim zarozumiałym psychologom, psychiatrom i niedowiarkom, że ta choroba nie przeszkodzi Ci w zdobyciu upragnionego celu, a wręcz umocni w dążeniu do niego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podoba twoje stwierdzenie, że anoreksja wykorzystuje wewnętrzna siłę, która jednak jest także potrzebna także na jej pokonanie.
      A poza tym... dlatego też właśnie nie lubię tych łatek. Nie wiem jak mam daleko do granicy, nie wiem też czy da się po wejściu w tą chorobę ostatecznie powiedzieć, że się jej pozbyło. Dlatego też teraz nie oceniam tego w sztywnych ramach i nie mówię, że odcięłam się od tego raz na zawsze, bo takiej pewności mieć nie mogę. Przynajmniej na razie, a jeśli kiedyś będę mogła to zrobić - no to po prostu fajnie.

      Usuń
  7. Brawo Kinia za odwagę i bardzo interesujący post :) Nie każdy ma jej tyle co ty. A właściwie, to kiedy zobaczę znowu w szkole jakiś nowy eksperyment? (no brownie z fasoli było nawet smaczne :* ) Nie mogę się doczekać ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mądre i piękne słowa. Chwilami miałam wrażenie, że czytam o... można się domyślić o kim... Chociaż pewności nie mam, nie wiem... Jednak granica jest bardzo cienka i łatwo ją przekroczyć, nawet nie zauważamy, kiedy to się dzieje.
    Te łatki są okropne - łatwo kogoś zranić, nazywając go w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałabym napisać teraz coś mądrego, ale wydaje mi się, że i tak wiesz co w mojej głowie siedzi. W końcu chyba każdy kto to przechodzi, przeszedł wie co tak na prawdę siedzi w środku, co wyniszcza i w jaki sposób.

    OdpowiedzUsuń